Nie wahałem się ani chwili
„Nie wahałem się ani chwili. Sumienie żołnierskie mówiło, że bić się trzeba do ostatka, sentyment i obowiązek wierności nawoływały w stronę Lwowa. Armie sąsiednie, zmierzając ku granicy, już ze względów geograficznych musiały otrzeć się
0jego mury. Istniały jeszcze pewne szanse połączenia wszystkich trzech ugrupowań i dzielenia wspólnie doli i niedoli żołnierskiej. Istniała możliwość bronienia się w murach Lwowa, była możliwość przedłużenia walki w oparciu o podgórze Karpat, istniała wreszcie ewentualność trzecia — wymknięcia się z saka i przejścia na formy walki o charakterze tzw. małej wojny. Do tego celu szczególnie nadawały się obszerne lasy, ciągnące się w stronę Rawy Ruskiej i Tomaszowa Lubelskiego, gdzie wedle wszelkiego prawdopodobieństwa mogliśmy spotkać oddziały generała Szyllinga i generała Piskora, zmierzające na południe. Wybór tego lub innego rozwiązania zależał przede wszystkim od losów 11 dywizji piechoty.
Nie mogłem usłuchać rozkazów Naczelnego Wodza. Postanowienie to zakomunikowałem w paru zwięzłych zdaniach obecnym oficerom. Zabroniłem przy tym ujawniać wobec kogokolwiek treść tragicznego dokumentu i zastrzegłem sobie osobiste poinformowanie dywizjonerów o wszystkim w toku przedwieczornej odprawy.“(1)